„Wiem, po co tu jestem”. Kim jest Natalla Hersche i jak wygląda jej codzienność w kolonii karnej?

Natalla Hersche z mężem Robertem. Zdj.: z archiwum rodzinnego

Białorusinka ze szwajcarskim obywatelstwem Natalla Hersche, skazana na 2,5 roku więzienia za zerwanie kominiarki z twarzy funkcjonariusza, odbywa karę w kolonii karnej dla kobiet w Homlu. Jak pisze w listach do rodziny, każdy dzień w więzieniu to stres, ale stara się nie tracić ducha. O tym, jak wygląda codzienność uznanej za więźnia politycznego Natalli rozmawialiśmy z jej bratem Hienadziem i mężem Robertem.

Pokój dla 28 kobiet i toaleta bez drzwi

51-letnią Natallię Hersche na początku marca przewieziono z mińskiego aresztu śledczego przy ul. Wołodarskiego do kolonii karnej dla kobiet w Homlu. Kiedy 16 lutego Miński Sąd Okręgowy podtrzymał decyzję sądu dzielnicy Sawiecki Rajon. Natalla i jej bliscy postanowili wstrzymać się z dalszą apelacją. Brat Natalli, Hienadź Kasjan, tłumaczy taką decyzję tym, że obecnie na Białorusi apelacje nie mają sensu.

– Wiemy, że tutaj nic nie zależy od sądów – wszyscy więźniowie polityczni będą siedzieć tak długo, dopóki jeden człowiek nie zmieni co do tego zdania – twierdzi Hienadź.

W kolonii Natalla spędziła najpierw dwa tygodnie na kwarantannie i dopiero niedawno została przeniesiona do bloku ogólnego. Pozwolono jej porozmawiać z bratem przez pięć minut.

Natalla Hersche w sądzie. Zdj.: AD/ Biełsat

– Rozmawialiśmy o codziennych sprawach. Natalla powiedziała, że musi nosić więzienny uniform i buty bardzo słabej jakości. Pracuje – obcina nici – mówi Hienadź.

Powiedziała też, że przyjmuje antybiotyki i dwa inne leki, które zostały jej przepisane po ostatniej głodówce. W celi jest 28 osób, a w całym bloku około 100 kobiet. Według Natalli, warunki nie różnią się zbytnio od tych, które panują w areszcie przy ul. Wołodarskiego. Przeszkadza jej jednak otwarta toaleta i nieprzyjemne zapachy.

Pierwszej prawniczce zostanie odebrana licencja, druga została wezwana przed komisję

Natalla skarży się, że nie dociera do niej cała korespondencja. Kobieta oszacowała, że zniszczono 24 adresowane do niej listy. Nie otrzymuje też prenumerowanych przez nią czasopism „Nowy czas” i „Nasza historia” Jak mówi Hienadź, w takiej samej sytuacji znajduje się inna kobieta uznana za więźnia politycznego, Wolha Kłaskouskaja. Zostały one przewiezione do kolonii razem, tym samym pociągiem. Ale Wolha trafiła do innego bloku.

Z przekazywaniem paczek wciąż są problemy.

Natalla Hersche w sądzie. Zdj.: Biełsat

– Na przykład ubrania można wysyłać raz na trzy miesiące i tylko po pięć sztuk. Natalla sama musi wszystko zamówić w oświadczeniu dla kierownika kolonii. Ja daję prawnikowi zdjęcia ubrań, w tym bielizny, on przekazuje je Natalli, a ona ma opisać te rzeczy we wniosku. Farsa – wyjaśnia Hienadź.

Natallę reprezentuje teraz prawniczka z Homla. Pierwsza adwokat, Wolha Baranczyk, nie przeszła pomyślnie przez ponowną weryfikację i jej licencja zostanie cofnięta. Druga – Iryna Barcuk – została wezwana na prze komisję kwalifikacyjną, której posiedzenie odbędzie w maju.

„Dlaczego musimy walczyć, żeby dostać kawę?”

Natalla, jak twierdzi jej brat, stara się zachować dobry nastrój. O pracy i warunkach panujących w kolonii opowiada w listach. Sobota 27 marca była dla niej pierwszym dniem wolnym od pracy w ciągu dwóch tygodni.

Stres jest tutaj zawsze, począwszy od pobudki. W fabryce praca trwa sześć godzin plus około godziny na wyjście do stołówki. Nie ma też czasu na to, by zjeść. W bloku jest 100 osób. Kiedy wszyscy wracają z pracy i chcą coś zjeść lub napić się herbaty czy kawy, na stołówce jest tłum ludzi z kubkami, wszyscy się spieszą, bo zaraz zaczyna się inspekcja, a po niej „wektor” – wspólne oglądanie materiałów wideo. Wtedy nikt nie może zostać na stołówce. Gdzie jest poszanowanie godności ludzkiej? Dlaczego okazja do wypicia kawy musi się zamienić w jakąś walkę? Przez cały tydzień ani razu nie udało mi się wypić herbaty po pracy. Ale to wszystko drobnostki, będzie co opowiadać. Wiem, dlaczego i po co tu jestem – pisze Natalla Hersche.

W kwietniu Natalla spodziewa się wizyty ambasadora Szwajcarii. Hienadź planuje odwiedzić siostrę w maju.

Brat Natalli Hersche Henadź Kasjan. 16.02.2021 года. Zdj.: Biełsat

Jeszcze w młodości zaczęła nawiązywać „międzynarodowe znajomości” – korespondowała z chłopakiem z Jugosławii

Hienadź i Natalla urodzili się i spędzili dzieciństwo w Orszy we wschodniej Białorusi Różnica wieku między rodzeństwem wynosi półtora roku, Natalla jest młodsza. Hienadź wspomina, że ich dzieciństwo było zwyczajne, radzieckie. Przynależeli do dziecięcych i młodzieżowych komunistycznych organizacji.

Natalla od dziecka uwielbiała rysować. Prosiła matkę, by posłała ją do szkoły plastycznej, ale nie udało się, bo jej brat uczęszczał już do płatnej szkoły muzycznej, a pieniędzy w rodzinie było niewiele. Natalla rozwijała więc swój talent sama – rysowała zwierzęta, lalki i sukienki dla nich.

Rysunki Natalli Hersche z więzienia. Zdjęcie udostępniono redakcji.

– Zawsze była bardzo twórcza, żywa, otwarta, towarzyska – mówi Hienadź. – Każdego lata wysyłano nas na obozy pionierskie. Natalla szybko nawiązywała tam nowe znajomości.

Hienadź wspomina moment, kiedy on i jego siostra po raz pierwszy zetknęli się ze światem zza granicy, nawiązali „międzynarodowe znajomości”.

– Mieliśmy hobby – korespondencję z rówieśnikami z innych krajów. Natalla korespondowała z chłopakiem z Jugosławii, a ja znalazłem przyjaciela w Polsce – opowiada brat aresztowanej. – Natalli bardzo się to podobało. Po raz pierwszy zetknęła się z obcym krajem. To poszerzyło jej horyzonty.

Chciała, by jej dzieci miały lepsze dzieciństwo niż ona

Po ukończeniu szkoły Natallia poszła do technikum, chciała zostać księgową. Poza nauką interesowała się psami. Kupiła sobie szczeniaka rasy Airedale Terrier, któremu nadała imię Gray.

– Bardzo jej zależało na tej rasie, bo taki pies pojawił się w radzieckim filmie „Przygody Elektronika” – wspomina Hienadź.

Opiekowała się psem, zabierała go na wystawy.

W 1992 r. Natallia ukończyła studia na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Ekonomicznym. Rozpoczęła pracę jako księgowa w kołchozie nieopodal Orszy, po roku została przeniesiona do ośrodka opieki społecznej w samym mieście. Jak twierdzi Hienadź, Natallia bardzo lubiła swoją pracę, ponieważ była blisko domu, nie musiała wcześnie wstawać ani nigdzie jeździć. Ale zarobki były mizerne. Jej były mąż nie zawsze płacił alimenty. Natallia, która sama doświadczyła w dzieciństwie biedy, nie chciała, by taki los podzieliły również jej dzieci.

– Kiedy zdecydowała się wyjechać, zapytałem ją, dlaczego. – wspomina Hienadź. – Odpowiedziała: Kiedy wyobraziłam sobie, że spędzę życie chodząc do pracy i z powrotem, od wypłaty do wypłaty i nic się nie zmieni, a wokół będzie tylko bieda i szarość, zrozumiałam, że chcę innej przyszłości dla moich dzieci.

Przeszła drogę od sprzątaczki do kierowniczki

Natalla zaczęła szukać możliwości wyjazdu za granicę. Przez Internet poznała Szwajcara Brunona Hersche. Spodobali się sobie, pobrali się, ale po jakimś czasie on zmarł. Natalla przywiozła do Szwajcarii swoje dzieci: syna Fiodora i córkę Wialetę. Podjęła pracę w małym miasteczku jako sprzątaczka w miejscowym browarze. W tym czasie znała już dobrze język niemiecki. Kierownictwo zauważyło Natallę i jej zdolności, dostała propozycję innej pracy.

Po szczeblach kariery wspięła się aż na stanowisko kierowniczki kontroli jakości.

– Nie musiała już dźwigać ciężkich pudeł, dostała własne biuro – opowiada Hienadź. – Było więcej czasu i Natalla wróciła do swojej dziecięcej pasji – rysowania. Codziennie pokonywała 20 km do i z pracy, przez malownicze szwajcarskie krajobrazy, które były dla niej inspiracją.

Rysunki Natalli Hersche z więzienia. Zdjęcie udostępniono redakcji.

Zaczęła malować portrety. Jej zdolności zostały ponownie zauważone – koledzy zaczęli zamawiać obrazy, płacić za nie. Po jakimś czasie w miejscowej galerii sztuki odbyła się wystawa prac Natalli, napisali o niej w lokalnej gazecie – mówi z dumą Hienadź. Natalla nie przestaje malować nawet za kratkami.

Natallia Hersche mieszkała w Szwajcarii przez 12 lat, otrzymała szwajcarskie obywatelstwo.

W 2020 roku z pasją zaangażowała się w zmiany na Białorusi

Natalla interesuje się polityką i tym, co dzieje się w jej ojczyźnie od czasu protestów 2010 roku. Potem śledziła wydarzenia w 2017 roku, chodziła na protesty w Orszy razem z bratem, gdy przyjeżdżała do ojczyzny.

– Często w naszych rozmowach poruszaliśmy temat wydarzeń na Białorusi, Natalla zawsze była bardzo zaniepokojona, w dyskusjach z innymi ludźmi w sieciach społecznościowych broniła swoich poglądów, że ludzie zasługują na inny los, że nie możemy dalej tolerować tego wszystkiego, co ciągnie się od 1994 roku, że Białoruś potrzebuje innego kierunku rozwoju – mówi Hienadź.

Marsz kobiecy w Mińsku, 19.09.20, zdj.: Alisa Hanczar/ Biełsat

W 2020 roku Natalla z pasją zaangażowała się w proces zmian, które zaczęły zachodzić w białoruskim społeczeństwie. I gdy tylko nadarzyła się okazja, natychmiast poleciała do swojej ojczyzny.

– Nie pojechała do rodzinnej Orszy, lecz została w Mińsku. Natallę oczarowali mieszkańcy stolicy i atmosfera koncertów ulicznych, starała się nie przegapić ani jednego – wspomina Hienadź. – Była bardzo szczęśliwa, że coś zaczęło się zmieniać w jej rodzinnym kraju, powiedziała, że jest przekonana, że jeśli jest nas wielu, to możemy osiągnąć wszystko.

„Więźniowie polityczni będą siedzieć tak długo, jak długo ludzie będą to tolerować”

Według brata Natalli, więzienie jej nie zmieniło.

– Jej duch protestu pozostał na miejscu. Natalla mówi to, co myśli. Wie, że nie popełniła żadnego przestępstwa, że jej zatrzymanie jest niezgodne z prawem, że wyrok jest niesprawiedliwy. Wszyscy normalni ludzie to rozumieją.

Jak mówi Hienadź, na początku był on oburzony i zszokowany procesem i wyrokiem siostry.

– 2,5 roku dla Natalli jest właściwie bardzo łagodną karą w porównaniu z tym, do czego oni są zdolni – dodał.

Choć Hienadź zdaje sobie sprawę, że sytuacja w kraju jest trudna i nie da się na ten moment niczego przewidzieć, pozostaje optymistą.

– Jestem pewien, że pewne zmiany nastąpią, to tylko kwestia czasu – powiedział. – Wszystko zależy od ludzi. Cichanouski trafnie stwierdził, że to, czy wyjdzie na wolność zależy wyłącznie od nas. Więźniowie [polityczni] będą siedzieć tak długo, jak długo ludzie będą to tolerować. Ale okrucieństwo władz wywołuje coraz większy gniew i oburzenie wśród ludzi.

„Wygramy, jeśli uda nam się przezwyciężyć gniew i nienawiść”

Na zwycięstwo czeka również mąż Natalli, Robert Stegeli. Z Białorusinką poznali się kilka lat temu. Mówi, że spodobał mu się charakter Natalli, ciekawość świata i poczucie humoru.

– Jest bardzo dzielna i silna, nie poddaje się od razu – mówi Robert o swojej ukochanej. – To dla mnie pierwszy związek, w którym to ja proszę ukochaną osobę o ostrożność, wcześniej było odwrotnie. Jest mi bardzo smutno, że spotkało ją to wszystko, że została aresztowana. Stała się częścią mojej rodziny. Mam nadzieję, że sytuacja więźniów politycznych się zmieni i znów będziemy razem.

Marsz kobiecy w Mińsku, 19.09.20, zdj.: Alisa Hanczar/ Biełsat

Robert był na Białorusi razem z Natallą półtora roku temu – pojechali do jej rodzinnego miasta, Orszy, i innych ważnych dla Natalli miejsc.

Teraz Robert, podobnie jak dzieci Natalli, koresponduje z nią za pośrednictwem Hienadzia – wysyła mu listy, a brat Natalli przepisuje je ręcznie i wysyła siostrze.

Zdaniem Roberta to oczywiste, że Białoruś się przebudziła, naród chce lepszej, sprawiedliwszej i bardziej ludzkiej przyszłości dla siebie i swoich dzieci.

– Widzę jednak, że euforia wiary w szybkie zwycięstwo praw człowieka minęła i potrzebny jest inny sposób rozwiązania sytuacji – mówi Szwajcar. – Wierzę, że możemy zwyciężyć tylko wtedy, gdy będziemy w stanie zbudować mosty między nami a naszymi braćmi, gdy przezwyciężymy gniew, nienawiść, a współczucie i przebaczenie wypełnią nasze serca. Jeśli uda się wam stworzyć nową Białoruś, w której będzie miejsce dla wszystkich, nie tylko dla zwycięzców, to na pewno wygracie.

Marsz kobiecy w Mińsku, 19.09.20, zdj.: Alisa Hanczar/ Biełsat
  • Natalla Hersche została zatrzymana 19 września 2020 roku w Mińsku podczas Marszu Kobiet. Kiedy funkcjonariusz ciągnął ją do milicyjnej więźniarki, próbowała zdjąć mu kominiarkę. Przeciwko kobiecie została wszczęta sprawa karna za stawianie oporu funkcjonariuszowi organów spraw wewnętrznych z użyciem przemocy (art. 363 Kodeksu Karnego Białorusi). 7 grudnia sąd mińskiej dzielnicy Sawiecki Rajon skazał ją na 2,5 roku pozbawienia wolności w kolonii karnej oraz zasądził tysiąc rubli (1500 PLN) kompensacji dla milicjanta. Natalla dwukrotnie prowadziła głodówkę na znak protestu przeciwko ograniczaniu jej prawa do korespondencji i innym naruszeniom.

Hanna Hanczar, ksz/pp / belsat.eu

Wiadomości