Wiktar Babaryka: junta toczy wojnę z częścią narodu

Przebywający od 8 miesięcy w areszcie były kandydat na prezydenta podzielił się swoimi przemyśleniami, odpowiadając listownie na pytania portalu Deutsche Welle.

Na wstępie rozmówca DW podkreślił, że jego odpowiedzi opierają się na bardzo skąpych informacjach.

– Od prawie 8 miesięcy przebywam w izolacji fizycznej i komunikacyjnej, większość wiadomości otrzymuję z białoruskiej telewizji – a ich oglądanie można zrównać z moralnymi torturami – napisał.

Białoruś: Babaryka bez prawa do apelacji

Jego zdaniem, na Białorusi mamy do czynienia z czymś więcej niż z masowymi represjami a „wojną elity rządzącej, opartej na bloku struktur siłowych, a więc juntą, z częścią narodu”, co dotyka wszystkich grup społecznych.

-Ta wojna może się przekształcić w wojnę domową w dwóch przypadkach. Po pierwsze, poprzez pospieszne dostosowanie podstawy prawnej dla swoich działań poprzez wprowadzenie najsurowszych kary za najzwyklejsze wyrażenie opinii. Po drugie, zaangażowanie w walkę zwykłych cywilów (urzędników, pracowników komunalnych itp.), zmuszonych do wykonywania rozkazów i obowiązków służbowych, wchodzących w konflikt z tymi samymi obywatelami kraju.

Wiktar Babryka podzielił się też swoimi wrażeniami co do charakteru władzy Alaksandra Łukaszenki, pytany o spotkanie, do jakiego doszło między szefem białoruskiego państwa a częścią więźniów politycznych w październiku ub.r.

– Ponownie przekonałem się co do powszechnie znanej prawdy, którą udowodniły systemy w krajach demokratycznych. Stanowiska wybieralne powinny być zajmowane przez osoby, które po utracie władzy mają dokąd wrócić. W przeciwnym razie, dla takich ludzi zajmowane stanowisko zrównuje się ze szczęściem w życiu. A z czasem może pojawić się kolejne przeświadczenie, że władza równa się życie. I w tym przypadku walka o władzę zamienia się w walkę o życie – i w takiej bitwie nikt nie bierze jeńców – napisał.

Babaryka o spotkaniu z Łukaszenką: to nie dialog

Zdaniem byłego bankiera sytuacja na Białorusi może się dalej rozwijać według dwóch scenariuszy: albo nowej Białorusi, niezależnej gospodarczo i politycznie, albo zakończenia istnienia praktycznie niezależnego państwa. Nawet jeżeli prawnie zachowa swój status, to i tak stanie się częścią jakiegoś „świata” (ros. miru). Tymczasem w języku rosyjskim tymczasem słowo „mir” w sensie geopolitycznym funkcjonuje w wyłącznie zbitce pojęć „russkij mir” – rosyjski świat – część rosyjskiej strefy wpływów.

– W najbliższym czasie trzeba będzie wybrać jedną z tych dróg – ekonomia nie pozwoli długo utrzymać obecnego stanu. Kiedyś powiedziano bardzo precyzyjnie: „Polityka jest skoncentrowaną ekspresją ekonomii”. Dlatego skrajnym momentem jest rok 2025, ale myślę, że to fantastycznie długi okres. Jestem za pierwszą opcją – stwierdził Babaryka.

Babaryka podkreślił, że jest nadal gotowy zostać prezydentem „nowej Białorusi”. Poproszony o skomentowanie słów Łukaszenki, który nazwał protesty na Białorusi „próbą zorganizowania drobnomieszczańskiej rewolucji”, Babaryka odpowiedział, że miał on tu rację.

– Chcemy stać się „drobnomieszczaństwem”. Tylko we współczesnym świecie tacy ludzie nazywani są „klasą średnią” i stanowią podstawę i wsparcie wszystkich cywilizowanych i wysoko rozwiniętych krajów – dodał.

Jego zdaniem ludzie są zmęczeni życiem na krawędzi ubóstwa w kraju, gdzie 500 dol. miesięcznej pensji jest nieosiągalnym celem.

Babaryka: bankier, marionetka czy buntownik?

jb/ belsat.eu wg Deutsche Welle

Wiadomości